Psychopatologia seryjnego stratega
Po czym poznać stratega czy badacza podczas dyskusji?
Z moich codziennych obserwacji wynika, że mają oni dziwne i dosyć charakterystyczne zboczenie: segmentowanie.
„Współcześni ludzie dzielą się na cztery główne klasy…” ”Internautów można w zasadzie przyporządkować do trzech kategorii…” „W Polsce mamy takie niecodzienne grupy społeczne…”
I tak dalej, i tak dalej.
Specyficzne podejście strategów zainspirowało mnie do zadania sobie następującego pytania: a na jakie grupy można podzielić strategów? Tak najogólniej, jak to tylko możliwe. Mój wniosek jest tyleż banalny na pierwszy rzut oka, co ciekawy po głębszym zatrzymaniu się nad nim.
A więc uwaga: strategów podzielić możemy na dwie kategorie: złych strategów i dobrych strategów. Ta da!
No tak, można się śmiać, ale uśmiech powinien ustąpić miejsca refleksji, kiedy przypomnimy sobie klasyczny już żart polityczny:
Dwóch prezydentów podczas międzynarodowego zjazdu ucina sobie małą pogawędkę. Pierwszy z nich mówi. – Wiesz, mam 12 ochroniarzy i jeden z nich jest agentem CIA, a ja nie wiem który. – Rozumiem to. – odpowiada drugi – Ja mam w rządzie jednego specjalistę i też nie wiem który to..
A zatem, jak można oddzielić tych strategów, którzy są świetni od tych, którzy są kiepscy, zanim jeszcze powierzymy któremuś z nich ważną dla naszej firmy pracę?
Uwaga pierwsza: nie wiem.
Uwaga druga: mam pewne przypuszczenia, które pozwalają mi zgrubnie scharakteryzować każdą z powyższych grup. I tym właśnie chciałbym się podzielić w niniejszym tekście.
Zanim przejdę dalej pozwolę sobie na jedno uściślenie: jaka jest definicja „dobrego stratega”? Moja własna jest mniej więcej taka: dobry strateg tworzy rozwiązania, które po ich właściwym wdrożeniu osiągają zamierzone cele. I tyle. Jego priorytetem nie jest zatem wygrany przetarg (co nie znaczy, że to się dla niego nie liczy – ze względów oczywiście oczywistych), lecz chce, aby to co rozpisuje i układa w nowy porządek było zgodne z zewnętrznym obszarem, którym się właśnie zajmuje. Aby działało, a nie wyglądało, że działa. Przejdźmy dalej.
Na własne potrzeby, już jakiś czas temu, ukułem dwa określenia, mające nazywać skrajne wartości na kontinuum dobry-zły strateg. Tak oto prezentuje się oś:
szaman świecki
strategiczny oświecony
|__________________________|
Nieco wydumane określenia, przyznaję, ale powstały spontanicznie i będę się ich w tym tekście trzymać. A zatem:
SZAMAN STRATEGICZNY – zamyka kontinuum po stronie negatywnej, symbolizując człowieka rozumiejącego strategię nieprawidłowo, o tyle jednak wyjątkowego, że jest to osoba ze strategią związana i posiadająca znaczną wiedzę z tego zakresu.
Dlaczego szaman?
Szaman to postać zajmująca w danej społeczności miejsce wyjątkowe. Potrafi on wpływać na rzeczywistość w sposób magiczny i niestandardowy, dając nadzieję na poprawę sytuacji kompletnie niezależnej od postępowania „zwykłych ludzi”.
Szaman jednak, i tutaj pojawia się właściwa analogia, nie ma rzeczywiście większego wpływu na to, co się dzieje.
Weźmy za przykład klasyczne „sprowadzanie deszczu”. Działania szamana nie sprowadzą deszczu z większym prawdopodobieństwem, niż jakiekolwiek inne czynności podejmowane przez osoby zajmujące się np. uprawą roli. Dlatego też w życiu szamana bywa różnie: czasami odprawia swój rytuał i… po chwili spada deszcz! Spektakularny sukces, dający mu mocną pozycję na długie lata. Przychodzą jednak trudne, jałowe czasy i nasz szaman musi się z nimi zmierzyć. Rytuały odprawiane raz za razem nie przynoszą rezultatu, a w głowach zależnych od jego skuteczności osób zaczyna kiełkować myśl: ten człowiek nic nie potrafi! Zetnijmy mu głowę, a nie składajmy podarki! I w tym momencie pojawia się rzecz najciekawsza: szaman może i wierzy w swoją moc, ale świadomie lub nie, czuje niebezpieczny brak regularności swoich działań.
Raz jest dobrze, raz źle. Co zrobić, aby utrzymać pozycję? Należy komplikować rytuał. Jeżeli wywoływanie deszczu będzie polegać na zabiciu świnki morskiej, kiedy księżyc jest w zenicie, każdy będzie mógł to zrobić. I w wypadku prawdziwej suszy nasz szaman po prostu straci swoją pozycję, na jego miejsce zaś przyjdzie nowy, skuteczniejszy (na razie) szaman.
Jeżeli jednak rytuał trwa paręnaście godzin, obejmując zarówno zabijanie świnki, taniec przy ognisku i śpiew, ale także magiczne mikstury, trans i euforyczny kontakt z bóstwem, zastąpienie szamana staje się bardzo problematyczne. Może jego wysiłki ostatnio nie zadziałały – myślą członkowie grupy – ale to może być wina mikstury lub niechęci bóstwa. Poza tym, jeżeli zrezygnujemy z niego, to kto będzie odprawiał rytuały? Przecież nikt tego nie potrafi?
W ten oto sposób szaman może przetrwać okresy nieskuteczności, spokojnie wychowując własne dzieci na następców i spadkobierców szamanistycznych obrządków.
Mam nadzieję, że metafora jest przejrzysta. Szaman strategiczny to osoba znająca narzędzia strategiczne, obeznana z literaturą i dobrymi praktykami. Problem polega na tym, że narzędzia zasłaniają jej sens strategii, powodując, że każda kolejna książka to tylko kolejny ciekawy slajd na prezentacji. Zamyka się w obrębie narzędzi, szybko się specjalizując i równocześnie odrealniając. Używa trudnych strategicznych słów, rozpisuje schematy i macierze, zdobywa pewne uznanie w kręgu swoich współpracowników. Tylko, że jej działania to magia XXI wieku. Czasami działają, wspomagane przez budżet i pragmatyczne doświadczenie innych, czasami zawodzą na całej linii.
Dlatego też narzędzia owego stratega muszą się komplikować. Coś nie działało, więc zróbmy jeszcze dwie burze mózgów, jeden model mentalny i dodajmy szczyptę storytellingu. Nie działa? To może zabijmy świnkę, kiedy księżyc będzie w zenicie…
Oczywiście przesadzam, ale pamiętajmy, że piszę o skrajności. I nie chodzi tu o to, że narzędzia są złe. Strateg pracuje na różnych koncepcjach, a odebranie mu pewnego modelu nie różni się niczym od wyjęcia ze skrzynki mechanika klucza francuskiego. Liczy się nastawienie, które powinien mieć każdy, rzetelny strateg.
I tutaj pojawia się druga skrajność, znacznie trudniejsza do opisania.
ŚWIECKI OŚWIECONY – sformułowanie zabrane wprost z książki Waltera Beniamina „O haszyszu”. Czym ono jest? Jak pisze Hermann Schweppenhauser we wstępie do tegoż dzieła: „Doświadczający świeckiego objawienia przebywają poza trzeźwym światem, który nimi gardzi – nie dlatego, że unoszą się ponad nim, lecz dlatego, że są głęboko w nim zanurzeni, bratają się z rzeczami, co trzeźwym, którzy żądają od rzeczy i ludzi posłuszeństwa, wydaje się tak podejrzane i zdrożne, jak tylko może się wydać mieszczanom podejrzane i zdrożne obcowanie z wykluczonymi, pogardzanymi i uciśnionymi.”
Tłumacząc: świeckie objawienie to umiejętność głębokiego wejścia w problem bez ulegania własnym uprzedzeniom i wstępnym hipotezom. Spoglądanie z bliska na interesujący nas obszar i pozwolenie, aby regularności stopniowo odsłaniały się same. Nawet jeżeli będą banalne, nawet jeżeli wiedzieliśmy to już wcześniej, nawet jeżeli wiedzieli to przed nami inni.
Świecki objawiony to przede wszystkim obserwator. Ciekawski, zachowujący dystans, mający głębokie rozumienie celu, który mu przyświeca. Nie wie, co powiedzieć, dopóki nie zacznie szukać. Narzędzie traktuje jak ramy, które pozwalają spojrzeć na efekty jego pracy każdemu z zewnątrz. Schematy to ilustracje zaobserwowanych procesów, a nie pudełeczka do których trafiają zjawiska, gubiąc w ten sposób swoją rzeczywistą niejednoznaczność.
Czy świecki objawiony to strateg w 100% skuteczny? Oczywiście, że nie. Myli się również, jednak w zupełnie inny sposób reaguje na porażki. Ponieważ rozpoczyna od obserwacji i z niej krystalizuje schematy, kiedy jego działania są nieskuteczne, pierwszym wnioskiem jest myśl: coś musiało pójść nie tak na etapie badania. Czegoś nie dostrzegłem, z kimś nie porozmawiałem, musiałem ulec uprzedzeniom. W obliczu porażki taki typ umysłu otwiera się, konfrontując swoje wnioski z osobami o innym spojrzeniu, pozwalając, aby to co robi poddano krytyce.
Warto zauważyć, że każda porażka to problem komunikacji, a nie rytuału. Aby więc wyeliminować owe komunikacyjne problemy (zarówno na etapie obserwacji jak i dzielenia się wnioskami) strateg ów robi wszystko, aby upraszczać. Proste narzędzia, proste wnioski, prosty język. Wszystko, co trudne tworzy barierę pomiędzy nim, a sytuacją zewnętrzną, która przecież będzie jego strategię ostatecznie weryfikować.
Tak oto dochodzimy do głównej, moim zdaniem, różnicy pomiędzy złym, a dobrym strategiem. Zły strateg, bazując na narzędziach i specjalizowaniu się, oddziela się od sytuacji, które obserwuje, z czasem doprowadzając do paradoksu: im więcej wie o strategii, tym mniej wie, o stosowaniu strategii.
Dobry strateg natomiast, w obliczu niepowodzeń otwiera się i upraszcza myślenie. Na pierwszym miejscu stawia obserwację, a jego wzrastające doświadczenie pozwala mu na coraz prostsze i zrozumiałe dla innych rozwiązania.
I co najważniejsze: zły strateg, przyjmując błędną ścieżkę rozwoju, staje się stopniowo coraz mniej skuteczny. Dobry strateg nie tylko poprawia swoją skuteczność, ale – co ważniejsze – minimalizuje ryzyko porażki przy pracy nad każdym poszczególnym projektem, robiąc to w banalny sposób: poddając się ciągłej krytyce i otwierając na świeże spojrzenie.
Podsumowując: Skrajności na kontinuum dobry-zły strateg wynikają nie z punktu początkowego, z którego każdy z nich startuje, lecz z drogi, którą obierają w miarę rozwijania się i nabierania doświadczenia. Zły strateg staje się specjalistą, operującym trudnym językiem i skomplikowanymi narzędziami, które bardziej służą tworzeniu jego pozycji stratega, niż wypracowywaniu skutecznych rozwiązań.
Dobry strateg, w miarę rozwoju, zyskuje głębokie rozumienie swojego strategicznego zadania i umiejętność głębokiego zanurzenia się w problem przy minimalizowaniu własnych uprzedzeń i wcześniej wyciągniętych wniosków. Jest gotowy do dzielenia się wiedzą i stosowanymi rozwiązaniami.
To tyle. Na koniec, idąc śladem Salvadora Dali, posłużę się tabelką zestawiającą najbardziej kontrastowe cechy Szamana strategicznego i Świeckiego oświeconego.
Tak, w ramach podsumowania i zaproszenia do dyskusji.
|
Szaman strategiczny |
Świecki oświecony |
|
- złożoność - schemat - wiedza - stałość - abstrakcja - rewolucja - magia - konsumenci - średnia - hierarchia - podział - założenia |
- prostota - proces - obserwacja - dynamika - konkret - ewolucja - filozofia - ludzie - dominanta - egalitaryzm - wyłanianie się - wnioski |
Piotr Nowicki
strateg V&P
Bibliografia:
- Walter Beniamin „O haszyszu”
- Jose Ortega y Gasset „Bunt mas”
- Salvador Dali “Dziennik geniusza”
0
komentarze: